Notatnik

Rocznica

Przywiozłam ją zza krat schroniska dla bezdomnych psów 12 lat temu.

To była sobota, jak dziś.

Była cicha i pokorna. I musiała mieć na swym koncie jakieś przejścia, jak to śpiewają w piosenkach o ludziach.

O ile wsadzona do samochodu zachowywała się spokojnie w czasie jazdy do domu, to panicznie bała się wejść w zamkniętą przestrzeń klatki w bloku.

Stałyśmy ze trzy kwadranse w przedsionku, przez który w tym czasie przewinęli się chyba wszyscy mieszkańcy. Wszyscy okazali się współczujący i okazywali chęć pomocy. Słowne zachęty, cmokanie i głaskanie wystraszonego psa nie pomagały.

Była za duża i za ciężka (mimo, że raczej nie przekarmiano jej w azylu), bym mogła ją wziąć na ręce i przenieść przez ten najbardziej ciemny, ciasny i przerażający fragment klatki schodowej. Nie chciałam jej też siłą zmuszać do pokonania tej przestrzeni.

I tak stałyśmy, dwa kołki w płocie. Bezradne.

Aż nadeszła sąsiadka, która wśród sobotnich zakupów miała karmę dla kota…

No i poszła!

Do windy weszła bez strachu.

Wydarzenie to trwale zapisało się nie tylko w mojej pamięci. Wielu sąsiadów, po latach, wspomina ten tramuatyczny moment. Wszyscy z sympatią. W szczególności gdy czarny zBir obszczekuje ich, gdy wsiadają do windy.
– A taka potulna i wystraszona była – wspominają.

Tak więc od pierwszego dnia mój pies zbliżył mnie z sąsiadami, których wcześniej mijałam może raz na miesiąc.

Ze dwa lata zajęło nam zdobywanie zaufania i pokonywanie strachu przed zaciemnionymi, zamkniętymi przestrzeniami. Nie chciała wchodzić na obce klatki schodowe czy do przejść podziemnych.

Teraz jeździmy komunikacją miejską, schodzimy do podziemi, odwiedzamy przyjaciół i znajomych. Pies egzekwuje swoje godziny spacerów i suto zastawiony stół, czyli obfitą miskę. Pilnuje domu. Lubi podróże.

Zdarza się też, że czaruje spojrzeniem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *